10 sierpnia 2011

Panna Chan i względny spokój

Oglądam zdjęcia. Bliżsi i dalsi znajomi chwalą się. Każdy ma swój Woodstock, swoją Częstochowę. My mam dziką linię autobusową, zgryźliwych klientów, zakochanego kundla i obrażoną  kotkę. Czas tak strasznie szybko płynie. To dobrze. Jeszcze będzie miał czas, żeby zwolnić.


Kolejny raz wyszłam za wcześnie z domu. Kolejny raz słuchawki zostały nie w tej kieszeni, co powinny. Kolejny raz... Mam za to torbę pełną lakierów, książek i krzyżówek. Zimno. Każdego ranka jest coraz zimniej. Z eteru napływają złe wieści. Nadchodzi ostatni dzień lata. Ostatni ciepły dzień lata. Bardzo szybko chce do nas zawitać jesień, a jeszcze szybciej zima. A ta zapowiada się mroźnie. Kupny owcę! Będzie nas grzała. Ciekawe, czy wyprowadzając ją na spacer potrzebny będzie kaganiec? Obok wszystkiego w głowie zaczyna układać się historia. Zrobimy to.


Miło jest się dowiedzieć, że będziemy po sąsiedzku :)

Zmęczenie wdziera się do pokoju. Trzeba się zregenerować w kilka godzin.
23:23 ktoś mnie kocha :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz