Uwielbiam to robić. Wchodzić do sklepów, spotykać starych znajomych, uśmiechać się uroczo, machać na pożegnanie i widzieć ich zdezorietnowaną twarz, kiedy próbują pozbierać myśli.
Kolejny upalny dzień. Ostatni dzień maja. Nigdy nie lubiłam dnia dziecka.
Szłam tanecznym krokiem, w blasku słońca,przez miasto. Wiatr rozwiewał mi włosy, a obcy mężczyźni nie mogąc złapać mnie za rękę, zaczepiali spojrzeniami.
Proszę bardzo. Cała przyjemność po mojej stronie. Tylko żaden z nich nie wiedział, że ta radość to na myśl, że zaraz dojdę do dworca, a tam ze starego czerwonego pociągu wysiądzie mój Mężczyzna. wysiądzie, obejmie i pocałuje.
Bo najlepszym makijażem kobiety jest odwzajemniona miłość i uśmiech
31 maja 2011
30 maja 2011
Panna Chan nie nadaje tytułu
Minęła północ. W tygodniu ciąg dalszy zapierniczu. Na ulicy pijani, głośni ludzie wracają z imprezy.
My też pójdziemy się bawić. Niech tylko zaliczeniowo-sesyjne piekiełko się skończy.
Postanowienie. Szkoda łez Dziękuję. W końcu Czar Neptuna ! A wszystkim fałszywcom machamy łapką na pożegnanie.
My też pójdziemy się bawić. Niech tylko zaliczeniowo-sesyjne piekiełko się skończy.
Postanowienie. Szkoda łez Dziękuję. W końcu Czar Neptuna ! A wszystkim fałszywcom machamy łapką na pożegnanie.
27 maja 2011
Panna Chan o smutkach i radościach końca maja
I to nie jest prawda, że stara miłość nie rdzewieje. Bo kiedy za dużo zostało przelanych łez, to żadna stal tego nie wytrzyma.
Piątkowy wieczór. Extasy w radio. Noga na gazie, ręce na kierownicy, spojrzenie przed siebie. Relaks z Przyjaciółmi.
Tak, przyjaciół można policzyć na jednej ręce. Tych prawdziwych jest najmniej. I po raz kolejny widać, że nawet miesiące ciszy mogą niczego nie zmienić.
I tak, to jest to. Wrażenie, że zna się kogoś od lat, kiedy tak na prawdę ma się okazję pierwszy raz z człowiekiem spotkać. Dobre wychowanie, normalność i wiele wiele innych rzeczy sprawia, że zapoczątkowane uczucia rosną.
Ludzie przychodzą i odchodzą. Jednak ci najważniejsi są. Zawsze są.
Wczoraj był dzień Matki. Ojcowie chodzili źli, że jeszcze miesiąc muszą czekać na prezenty od dzieci, źli, że kobiety mają pierwszeństwo w świętowaniu. No tak. Męska duma się u niektórych uniosła.
Dzieci małe i duże chodziły z kwiatami. Ja też kupiłam kwiatka. Intesywnie różowe róże w bladorózowym koszyczku :)
A co. Szłam przez miasto, a ludzie myśleli, że kwiaty niosię matce. Owszem, może i tak, ale nie tej, która mnie urodziła, ale tej która tzrymała mnie do chrztu.
Do Mamy, żeby pójść, muszę się zebrać w sobie. Nabrać siły. Wziąć kwiaty, zapałki i znicz. Stanąć i stać.
Niekiedy mam wrażenie, że chciałabym umrzeć. Chyba z czystego strachu i wygody. Bo gdybyśmy razem poumierali to zatrzymalibyśmy nasze szczęście, coraz mniej beztroski śmiech, nasze uczucia. Ach... chwilo trwaj !
Miłość, Przyjaźń, zbliżające się wakacje. Chciałabym, żeby to wszystko było i trwało dalej. Chciałabym wyłączyć swoje myślenie. Myślenie o przyszłości. Wyłączyć wszelkie czarne myśli i obawy.
Bo boję się cały czas. A te obawy uświadamiają mi to, jak bardzo mi zależy.
I mam wrażenie, że w tym wszystkim, w chęci pogodzenia wszystkiego ze sobą, gdzieś się pogubię i stracę wszystko, co mam.
Dostałam wczoraj życzenia na dzień matki od sieci. Aż strach się bać ...
Piątkowy wieczór. Extasy w radio. Noga na gazie, ręce na kierownicy, spojrzenie przed siebie. Relaks z Przyjaciółmi.
Tak, przyjaciół można policzyć na jednej ręce. Tych prawdziwych jest najmniej. I po raz kolejny widać, że nawet miesiące ciszy mogą niczego nie zmienić.
I tak, to jest to. Wrażenie, że zna się kogoś od lat, kiedy tak na prawdę ma się okazję pierwszy raz z człowiekiem spotkać. Dobre wychowanie, normalność i wiele wiele innych rzeczy sprawia, że zapoczątkowane uczucia rosną.
Ludzie przychodzą i odchodzą. Jednak ci najważniejsi są. Zawsze są.
Wczoraj był dzień Matki. Ojcowie chodzili źli, że jeszcze miesiąc muszą czekać na prezenty od dzieci, źli, że kobiety mają pierwszeństwo w świętowaniu. No tak. Męska duma się u niektórych uniosła.
Dzieci małe i duże chodziły z kwiatami. Ja też kupiłam kwiatka. Intesywnie różowe róże w bladorózowym koszyczku :)
A co. Szłam przez miasto, a ludzie myśleli, że kwiaty niosię matce. Owszem, może i tak, ale nie tej, która mnie urodziła, ale tej która tzrymała mnie do chrztu.
Do Mamy, żeby pójść, muszę się zebrać w sobie. Nabrać siły. Wziąć kwiaty, zapałki i znicz. Stanąć i stać.
Niekiedy mam wrażenie, że chciałabym umrzeć. Chyba z czystego strachu i wygody. Bo gdybyśmy razem poumierali to zatrzymalibyśmy nasze szczęście, coraz mniej beztroski śmiech, nasze uczucia. Ach... chwilo trwaj !
Miłość, Przyjaźń, zbliżające się wakacje. Chciałabym, żeby to wszystko było i trwało dalej. Chciałabym wyłączyć swoje myślenie. Myślenie o przyszłości. Wyłączyć wszelkie czarne myśli i obawy.
Bo boję się cały czas. A te obawy uświadamiają mi to, jak bardzo mi zależy.
I mam wrażenie, że w tym wszystkim, w chęci pogodzenia wszystkiego ze sobą, gdzieś się pogubię i stracę wszystko, co mam.
Dostałam wczoraj życzenia na dzień matki od sieci. Aż strach się bać ...
20 maja 2011
Panna Chan nie mówi
Wczoraj stuknęło nam pierwsze 6 miesięcy. Mam nadzieję, że jutro nie nastąpi koniec świata, bo chciałabym się jeszcze zobaczyć z moim Mężczyzną. Jak zwykle, spotkanie się w ważny dla nas obojga dzień jest niemożliwe. Tym razem wysłali mi moją Połówkę na koniec swiata [oj, powtórzenia powtórzenia.]. Na inny koniec świata niż ten, co ma nastąpić jutro. Siedzi, a raczej zwiedza, a dokładnie to bada. Napada na ludzi idących ulicą lub pracujących w szkole i gwałci pytaniami o bajkach.
Ciekawe, czy wziął swoją koszulkę z pedobearem? hmmm... Tak wparowac do przedszkola "dzień dobry! Chciałbym porozmawiać z dziećmi o bajkach". I do tego ten Jego zarost :D
Wszystkiego dowiem się już podczas najbliższej rozmowy. Ah te darmowe minuty bez ograniczeń. Byle bym tylko nie starciła głosu już odszczętnie do wieczora.
Póki co jednak czeka mnie użeranie się z makroekonomią i z tłumaczeniem ludziom, że są zalcizenia. Tak. Zbliża się sesja letnia. Jestem studentką. Mam zapierdol. Codziennie mam jakieś koła. Musze rysowac gwinty. Możecie to ogarnąć? Albo chociaż spróbować zrozumieć? Proszę ....
Odnoszę wrażenie, że wiekszośc patrzy tylko na swoją dupę. A że niektórym Bozia nie żałowała tyłeczka, to już w ogóle nie widzą, co się poza nimi dzieje.
Ciekawe, czy wziął swoją koszulkę z pedobearem? hmmm... Tak wparowac do przedszkola "dzień dobry! Chciałbym porozmawiać z dziećmi o bajkach". I do tego ten Jego zarost :D
Wszystkiego dowiem się już podczas najbliższej rozmowy. Ah te darmowe minuty bez ograniczeń. Byle bym tylko nie starciła głosu już odszczętnie do wieczora.
Póki co jednak czeka mnie użeranie się z makroekonomią i z tłumaczeniem ludziom, że są zalcizenia. Tak. Zbliża się sesja letnia. Jestem studentką. Mam zapierdol. Codziennie mam jakieś koła. Musze rysowac gwinty. Możecie to ogarnąć? Albo chociaż spróbować zrozumieć? Proszę ....
Odnoszę wrażenie, że wiekszośc patrzy tylko na swoją dupę. A że niektórym Bozia nie żałowała tyłeczka, to już w ogóle nie widzą, co się poza nimi dzieje.
15 maja 2011
Panna Chan i pusty wieczór
Ostatnimi czasy łzy nie dają mi zasnąć. Leżę przy Tobie. Ogarnia mnie szczęście i ogromny smutek zarazem. Pojawiają się dylematy. Chociażby ten, czy wyjechać i odpocząć, albo wyjechać i zarobić, czy może zostać i nic nie robić. Tak. To prawda, a Ty jak zwykle musisz mieć rację. Przytłacza mnie wszystko. Może i jest to weltschmerz, może po prostu za bardzo się przejmuję. Wyrzucić to wszystko poza siebie i starać się tylko czerpać radość. A przecież do uśmiechu powodów mi nie brakuje.
Zapewne Ty w głowie układasz kolejne wiersze, bądź opowiadania, a ja między rysunkiem a granicą funkcji uśmiecham się na wspomnienie wspólnych poranków i śniadań. Na wieczór niebo schowało się za deszczowymi chmurami. Zrobiłam porządek na pulpicie. Przekonasz się dlaczego :)
Pierwszy raz podoba mi się taka zmiana gatunku przez "artystę" rockowego ...
Boję się, że nie dam rady. Że zabraknie mi po drodze siły. Czuję się jak małż pozbawiony skorupki. Tylko perełki mi brak.
Źle mi na duszy. Źle mi z tym, co było.
Zapewne Ty w głowie układasz kolejne wiersze, bądź opowiadania, a ja między rysunkiem a granicą funkcji uśmiecham się na wspomnienie wspólnych poranków i śniadań. Na wieczór niebo schowało się za deszczowymi chmurami. Zrobiłam porządek na pulpicie. Przekonasz się dlaczego :)
Pierwszy raz podoba mi się taka zmiana gatunku przez "artystę" rockowego ...
Boję się, że nie dam rady. Że zabraknie mi po drodze siły. Czuję się jak małż pozbawiony skorupki. Tylko perełki mi brak.
Źle mi na duszy. Źle mi z tym, co było.
10 maja 2011
Panna Chan wczesnym wieczorem późnej wiosny
Dopiero wyszedłeś. Twój niedopalony papieros jeszcze się tli w popielniczce, a mi już Ciebie brakuje.
W dni, takie jak ten, zawsze dosięgał mnie smutek. Bez powodu. Słońce, które powoli chyli się ku zachodowi, delikatny ciepły powiew wiatru na policzku, kot na kolanach, krzyki dzieciaków z podwórka. A przecież tej wiosny nie mam powodów do smutku. Jednak melancholia bierze górę.
Nie ma to jak szukać sobie smutków i problemów.
Może dlatego, że gdzieś podświadomie wiem, że piękne kolory znikną i nastanie wietrzna jesień i lodowata zima? Paraliżuje mnie strach. Strach przed tym, że to wszystko się skończy. Widziałam śmierć. Bliskich i dalekich. Za każdym razem ten sam niepokój w środku. Ale nie na tyle, żebym mogła przywyknąć do tego, że wszystko się kończy. Raczej była to dawka, która tylko i wyłącznie niepokoi.
Ciepło późnego popołudnia. Gwieździsta noc. Ich spokój jest pozorny.
Zamknęły się niejedne drzwi za mną. Te zamykane z hukiem pozostawiały echo uderzenia.; zaś te zamykane powoli bardzo nie chciały spotkania z futryną, potrzeba było siły. Teraz widząc twarze mężczyzn i kobiet podobnych do tamtych nie niepokoi się moje serce. Drażnią jedynie umysł, przypominają cierpienie. Za dużo tego było przez te naście lat.
Dlaczego ludzie zatem stygną na zawsze? W czym my i zwierzęta jesteśmy gorsi od roślin?
Boję się. Boję się tego, że jest zbyt kolorowo. Wiosna też jest kolorowa. Spala ją letnie słońce, niszczy jesienny deszcz, mrozi zimowy śnieg. Potem znowu wszystko rozkwita i kolo się zamyka.
Proszę, błagam, na teraz i na przyszłość. Bądź. Tul i bądź. A ja postaram się nie zawieść.
W dni, takie jak ten, zawsze dosięgał mnie smutek. Bez powodu. Słońce, które powoli chyli się ku zachodowi, delikatny ciepły powiew wiatru na policzku, kot na kolanach, krzyki dzieciaków z podwórka. A przecież tej wiosny nie mam powodów do smutku. Jednak melancholia bierze górę.
Nie ma to jak szukać sobie smutków i problemów.
Może dlatego, że gdzieś podświadomie wiem, że piękne kolory znikną i nastanie wietrzna jesień i lodowata zima? Paraliżuje mnie strach. Strach przed tym, że to wszystko się skończy. Widziałam śmierć. Bliskich i dalekich. Za każdym razem ten sam niepokój w środku. Ale nie na tyle, żebym mogła przywyknąć do tego, że wszystko się kończy. Raczej była to dawka, która tylko i wyłącznie niepokoi.
Ciepło późnego popołudnia. Gwieździsta noc. Ich spokój jest pozorny.
Zamknęły się niejedne drzwi za mną. Te zamykane z hukiem pozostawiały echo uderzenia.; zaś te zamykane powoli bardzo nie chciały spotkania z futryną, potrzeba było siły. Teraz widząc twarze mężczyzn i kobiet podobnych do tamtych nie niepokoi się moje serce. Drażnią jedynie umysł, przypominają cierpienie. Za dużo tego było przez te naście lat.
Dlaczego ludzie zatem stygną na zawsze? W czym my i zwierzęta jesteśmy gorsi od roślin?
Boję się. Boję się tego, że jest zbyt kolorowo. Wiosna też jest kolorowa. Spala ją letnie słońce, niszczy jesienny deszcz, mrozi zimowy śnieg. Potem znowu wszystko rozkwita i kolo się zamyka.
Proszę, błagam, na teraz i na przyszłość. Bądź. Tul i bądź. A ja postaram się nie zawieść.
8 maja 2011
Panna Chan i analiza ((nie)matematyczna)
Powietrze w mieście jest cieplejsze niż na przedmieściach. Muzyka spokojnie rozbrzmiewa w słuchawkach, nadając nogom równie spokojnego tempa. Nocą nie ma samochodów, ludzie śpią. Torba ciąży na ramieniu; toczy się w niej wojna literatury z kalkulatorem.
Nie dociera to wszystko do mnie. Przez dotychczasowe wydarzenia przywykłam, że ludzie zwani przyjaciółmi przychodzą i odchodzą. Po niektórych można się tego spodziewać. Przez myśl przechodzi mi pytanie "ilu ludzi ja zawiodłam?".
Zapewne się tacy znajdą, nikt z nas nie jest idealny.
Pewne słowa ranią i będą raniły. Wypowiadane teraz, czy kiedyś. Jednak takie kwestia rozwiązuje się od razu.
Gratuluję wytrwałości w półrocznym udawaniu, że jest pięknie.
Może i niepotrzebnie to ciągnę. Ale z głowy mi wyjść to nie może.
Tęsknie za rowerowymi wypadami do parku i nad rzekę, kłótniami i zaraz potem wyjściem na kawę, za "książkami", za akceptacją spraw tak po prostu, za walącymi się namiotami i za kanapkami w kaplicy ;)
Nie dociera to wszystko do mnie. Przez dotychczasowe wydarzenia przywykłam, że ludzie zwani przyjaciółmi przychodzą i odchodzą. Po niektórych można się tego spodziewać. Przez myśl przechodzi mi pytanie "ilu ludzi ja zawiodłam?".
Zapewne się tacy znajdą, nikt z nas nie jest idealny.
Pewne słowa ranią i będą raniły. Wypowiadane teraz, czy kiedyś. Jednak takie kwestia rozwiązuje się od razu.
Gratuluję wytrwałości w półrocznym udawaniu, że jest pięknie.
Może i niepotrzebnie to ciągnę. Ale z głowy mi wyjść to nie może.
Tęsknie za rowerowymi wypadami do parku i nad rzekę, kłótniami i zaraz potem wyjściem na kawę, za "książkami", za akceptacją spraw tak po prostu, za walącymi się namiotami i za kanapkami w kaplicy ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)