20 maja 2011

Panna Chan nie mówi

Wczoraj stuknęło nam pierwsze 6 miesięcy. Mam nadzieję, że jutro nie nastąpi koniec świata, bo chciałabym się jeszcze zobaczyć z moim Mężczyzną. Jak zwykle, spotkanie się w ważny dla nas obojga dzień jest niemożliwe. Tym razem wysłali mi moją Połówkę na koniec swiata [oj, powtórzenia powtórzenia.]. Na inny koniec świata niż ten, co ma nastąpić jutro. Siedzi, a raczej zwiedza, a dokładnie to bada. Napada na ludzi idących ulicą lub pracujących w szkole i gwałci pytaniami o bajkach.

Ciekawe, czy wziął swoją koszulkę z pedobearem? hmmm... Tak wparowac do przedszkola "dzień dobry! Chciałbym porozmawiać z dziećmi o bajkach". I do tego ten Jego zarost :D

Wszystkiego dowiem się już podczas najbliższej rozmowy. Ah te darmowe minuty bez ograniczeń. Byle bym tylko nie starciła głosu już odszczętnie do wieczora.

Póki co jednak czeka mnie użeranie się z makroekonomią i z tłumaczeniem ludziom, że są zalcizenia. Tak. Zbliża się sesja letnia. Jestem studentką. Mam zapierdol. Codziennie mam jakieś koła. Musze rysowac gwinty. Możecie to ogarnąć? Albo chociaż spróbować zrozumieć? Proszę ....
Odnoszę wrażenie, że wiekszośc patrzy tylko na swoją dupę. A że niektórym Bozia nie żałowała tyłeczka, to już w ogóle nie widzą, co się poza nimi dzieje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz