8 lipca 2012

deszcz na lotnisku

... ostatni raz dać szybkiego buziaka, odwrócić  się o 90 stopni w prawo i iść przed siebie. Niby takie łatwe. Odwracam się i cały świat staje się pusty i jakby za duży. Nie ma ludzi, a auta i budynki są odległe.
Jesteś za szklaną szybą, ale nie chcę spoglądać. Obieram cel i idę. Deszcz ustaje, wiatr zawiewa mi włosy na twarz czuję na nich Twój zapach i plącze kwiecistą sukienkę, a słońce próbuje mnie pocieszyć zza chmur.
Mój wzrok wyłapuje tylko spojrzenia podobne do mojego.  Pełne smutku, żalu, tęsknoty i bezsilności.
Dochodzę do samochodu i w duchu powtarzam sobie, jak bardzo nie lubię tego miejsca.

Jak wytłumaczyć łzom, że nie zapełnią tej pustki?

Nastąpiło to, czego się obawiałam.

22 maja 2012

Panna Chan na parapecie


Letni wieczór w maju to piękna rzecz. Siadam na parapecie z kubkiem zimnej już herbaty.
Nie ma tu gwiazd. Na skrawku nieba zagubiła się chmurka, którą przegania samolot lecący dobrze znaną mu trasą.

Nie lubię samolotów, które stąd wylatują.

Przed oczami dalej mam setki cyferek. Studiuję matematykę. Rozwiązuję coraz to trudniejsze zadania. Rozumiem skomplikowane wzory i symbole. Ale nie potrafię logicznie wytłumacz, tego co się dzieje w moim, a w sumie naszym, życiu.

Żadna znana reakcja chemiczna nie jest w stanie tego opisać. Żaden wiersz o miłości nie przewidywał, że coś takiego może się zdarzyć.

Znowu wsiadam do samochodu, muzyka z radia drażni duszę, a moja ręka odruchowo szuka Ciebie na fotelu obok. Siedzę na parkingu i odliczam głębokie oddechy. Teraz już wiem, że są momenty, kiedy lepszym rozwiązaniem jest postój. Po co znowu objeżdżać kilka razy miasto ze łzami w oczach?

Chciałabym, żeby skończył się czas zmartwień i niepotrzebnych problemów.
Poczuć beztroskę, wiatr we włosach i słońce na twarzy. I cieszyć się tym bez myśli o dokumentach, pieniądzach, zaliczeniach, wizycie u lekrza, urzędach.

Gaszę światło, otwieram okna, zapalam świeczki, zamykam drzwi i włączam głośniej muzykę.
Z każdej strony wkrada się smutek, smutek który cieszy - miłość to istny masochizm.

Chciałabym, żeby sny przyjaciół okazały się prorocze.

1 marca 2012

Panna Chan i angielska pogoda

Wszyscy czują, że zima już opuszcza nas na dobre. Zaczął się marzec. Za oknem zamiast śniegu, pada deszcz.
To jest taki czas, że deszcz zwiastuje ocieplenie. Lubię ten deszcz. Innego nie.

Znowu była taka noc. Sen odszedł równie szybko jak się pojawił.
Przed oczami setki obrazów. Ty, my, Wy, ja, inny Ty, inni my, kot, którego już nie ma...

Znowu nie było Ciebie. Kiedy już stwierdziłam, że to czas abym w końcu ja odpuściła, zaczęłam się zastanawiać, czy kiedykolwiek byłeś? Poza tymi kilkoma momentami.
Teraz to dźwięk telefonu mnie pociesza, uspokaja, powoduje uśmiech na twarzy.

Znowu zastanawiam się, do którego z tych różnych światów bardziej pasuję? Które światy dadzą się połączyć z moim tak, aby każdy ucierpiał jak najmniej?
Powiedz, ile jeszcze męskich decyzji mam za Ciebie podjąć?


Znowu to wszystko jest pierwszy raz. Nie wiem, jak reagować, jak się zachować, jak zadać nurtujące mnie pytania, a Ty nie chcesz rozmawiać.

W takich chwilach Internet jest cudem, my bajką, a kolor lakieru do paznokci największym problemem wszechświata!

14 lutego 2012

Panna Chan w Walentynki


Kolejna noc, prawie zarwana noc. Mam w głowie za dużo myśli.
Masa wspomnień... W sumie to dwa zbiory wspomnień.
To dziwne, że nieraz w krótszym czasie można uzbierać tego tak dużo.

W takie noce jak te mam wrażenie, że niewypowiedziane uczucia nigdy nie gasną.
Znajdują w naszych sercach kryjówkę i czekają na odpowiedni moment, żeby się ujawnić i namieszać.

A Ty nie rozwiałeś żadnych wątpliwości. Wybierz. Bo ja już chyba wiem. Niestety.

Dostałam dziś swoją pierwszą w życiu Walentynkę, taką prawdziwą od serca :)
I nie mogę wyjść z zachwytu i podziwu. Dziękuję !

19 stycznia 2012

Panna Chan w potrzasku

Kolejna noc zarwana. Kolejna faza księżyca była tłem do rozmów i rozmyślań.
Przekręcam kluczyk i mimo śniegu za oknem, w środku jest lato.
Słoneczne hity rozgrzewają mi serce.

W którym miejscu zaufać? Gdzie znaleźć intrygę?
Jaki wpływ na nas mają takie zmiany?

Pogubiłam się i nie wiem w co wierzyć.
A Ty nie ułatwiasz niczego.

Chciałabym znaleźć rozwiązanie. Czuję, że wszystko zależy od mnie.
Wszystko oprócz rozwiązania.

Cisza jest pięknym stanem.

10 stycznia 2012

Panna Chan i listopadowy styczeń.

Z niechęcią wychodzę poza obręb podwórka. Deszcz siąpi pod kątem. Dookoła przenikliwe zimno.
Ludzie mierzą mnie z każdej strony. No cóż, nie zawsze jest się w nastroju, żeby się stroić do wyjścia na zakupy do pobliskiej Biedronki.
Nie podoba mi się to a na dodatek na chodniku spoczywają psie gówna. Bo to już nie są po prostu odchody.


Czasem jest już taka faza, że wlasciwie chodzi sie w wrazenie groteskowosci, ze to wszystko jest tak tragiczne, aż śmieszne i że nie może się dziać.
Jednak się dzieje i nie stoję na granicy załamania. Granicę chyba już przekroczyłam. Teraz trzeba się pozbierać.

Idę dalej, między towary. Marzę o ciepłej herbacie, gorącej kąpieli i Twoich ramionach. I w takiej kolejności wszystko się dziś stanie.

Wracam do domu [tak, do domu, którego adresu nawet nie znasz...] i wita mnie Mały Kot, a zaraz za kotem gorące, taneczne hity z radio i zapach wanilii w wysprzątanym pokoju.
Gorące hity. Wracają wspomnienia z letnich nocy. Z przejażdżek i niekoniecznie rozsądnych zachowań.
Niedługo powtórzymy Przyjaciółko! Tylko podbije głupi dokument, zmienię koła i wymienię fotel.

4 stycznia 2012

Panna Chan w Nowym Roku

Nie wierzę ludziom, którzy mają postanowienia noworoczne. Bo co takiego niby ma się zmienić w jedną noc?
Może tylko to, że następnego dnia budzi nas ogromny kac. Ale to przecież przypadłość niemal każdej imprezy.
Czy mam zmieniać coś w swoim życiu tylko dlatego, że zmienia się jedna cyfra w kalendarzu? Bez sensu...

Z resztą... Życie samo dawkuje nam niespodzianki i zmiany w swoim tempie. Niezależnie od naszych możliwości.