20 września 2011

Panna Chan i brak przestrzeni

Nowe miasto przestaje być nowym. Są ulice, którymi chodzę codziennie, skróty, które odkrywam.
Poznaję sąsiadów, zaprzyjaźniam się z tramwajami.
Niestety wszędzie spotykam znane mi twarze, twarze z przeszłości.
Robi się tu ciasno. Wszystko się wlecze za mną, od osób po wspomnienia.
To miasto jest dla mnie za małe.
I wanna more more and more.


Odczuwam drastyczny przeskok. Krok do przodu i zatrzaśnięcie drzwi. Pozbawione są klamki, a klucz wrzuciłam do pierwszej lepszej studzienki.
To chyba jest ten moment, w którym podejmujemy podświadomie jakąś decyzję, a w konsekwencji zmieniamy się. Bardziej lub mniej świadomie.

Wiem, że wymagam, być może za dużo. Ale już tak mam. Przepraszam, jestem po prostu sobą i to mój największy problem....
I chociaż widzę starania to dalej jestem surowa i nie wiem, czy to coś da.
Może zbytnio przejmuję się problemami, może powinnam wrzucić na luz?
Ale jak, kiedy chodzi o kwestię przeżycia?
Po raz kolejny myśli jest więcej niż to jest przewidywane. I jeszcze, jeszcze więcej.
Bo są tu cztery umysły, a nie jeden. I nie jest tak, że każdy ma osobne swoje własne intymne miejsce.
Trzeba wyjść, ochłonąć, albo zostać w domu w wieczór taki jak ten, żeby odpocząć.
Złapać oddech i kota, który chce wyskoczyć przez okno.

Co ma wspólnego kot i motocyklista? Ogromne ryzyko, że zginął potrąceni przez samochód. I to akurat w tym najmniej odpowiednim momencie. 

8 września 2011

Panna Chan na jesień


Jesteśmy tu razem. Bermudy przywitały nas po swojemu - to trzeba nam przyznać.
Brakuje tylko Ciebie do kompletu. A ja powoli zastygam i przywykam do takiego stanu rzeczy. Przerażenie dalej walczy ze smutkiem o miejsce na podium. Miłość stanęła z boku i czeka na Twój ruch.

Przecież wiesz, co się ze mną dzieje bez Ciebie. Dlaczego Cię tu nie ma?
Może nie chcesz tu być? Może zbyt dorosłe życie tu się dla Ciebie zacznie?
Nie ma Cię akurat teraz, kiedy robimy sobie wakacje.
Korzystamy z wolnego czasu i słonecznych dni.
Odwiedzamy nowe miejsca. Przypadkiem strącamy z ławki butelki z piwem, które roztrzaskują się na kostce brukowej, wylewa się resztka...

Ostatnio cały czas czuję się jak taka roztrzaskana butelka. 

Śpiewamy, skaczemy, żartujemy, cieszymy się, ale dlaczego bez Ciebie?
Czy to ja nadałam zbyt duże tempo?
Czuję, że to ja się poddałam rytmowi świata, losu - mojego losu.
Mogę spełniać swoje marzenia, żyć tak, jak zawsze chciałam.
I chcę to robić z Tobą. A Ty nawet nie zadzwonisz.
Nie przyjedziesz i nie zajmiesz półek przeznaczonych dla Ciebie.

Widocznie wszystko, co piękne kiedyś się kończy. Sielanka musi odpocząć, czas zacząć żyć z problemami....


Jestem straszną egoistką.