13 kwietnia 2016

nic się nie zmieniło ...

Zajrzeć tu po czterech latach i chcieć napisać post to tak, jak spotkać swoją skrytą miłość. Motyle w brzuchu, niepokój.

Tyle uczuć, tyle emocji, tyle łez, tyle uśmiechów. Nie, uśmiechów mniej. Kiedy człowiek jest szczęśliwy nie ma czasu na pisanie. Cieszy się swoim szczęściem, dzieli z innymi. Nie znaczy to, że teraz nie jestem szczęśliwa. Jestem. Naszła mnie po prostu refleksja.

Bo bycie szczęśliwym nie dyskwalifikuje odczuwania smutku.

Teraz, kiedy samolot już dawno wylądował i nie muszę wylewać łez na lotnisku. Teraz, kiedy zamiast małego pokoju w centrum zabieganego miasta, jest większy pokój na spokojnym końcu wsi. Teraz, kiedy między nami śpi nasz największy Skarb. Teraz wiem jedno. Nic się nie zmieniło. We mnie nic się nie zmieniło. W moim sercu nic się nie zmieniło. To, co miało pozostać, pozostało.

Teraz wiem. Wiem, że to uczucie było i jest tym jedynym. Mimo że nie potrafię go okazać.
Co mnie zasmuca. Świadomość tego, że mija kolejny dzień, kolejna noc  a ja nie zrobiłam nic z tego, co chciałam. I nie chodzi tu o czystą podłogę, wyprasowane koszule, czy inne pierdoły.

Gdzieś w tym życiu zaczęło mi brakować czasu na pielęgnowanie tego, co dla mnie jest tak ważne. Może poczułam zbyt dużą pewność. Nie wiem.

Wiem, że dalej mam motyle w brzuchu, a w sercu to samo uczucie.

I mimo złości, krzyków, wylanych łez, nic się nie zmienia.

Można zmienić fryzurę, rozmiar ubrań, samochód, czy kolor ścian. Wyboru serca się nie zmieni. Uczuć się nie zmieni.