Stojąc na balkonie, rozmawiając o przerwach i rozstaniach, stwierdzając, że to już koniec, obserwowałam parę gołębi na dachu sąsiedniego budynku. Pan samiec, zapewne z powodu nadejścia wiosny, był w nastroju do flirtowania, natomiast gołębicę musiał ostudzić popołudniowy deszcz. Dla podkreślenia i zilustrowania Twoich słów, gołębica odleciała, a gołąb został sam na dachu. Ach, ta natura.
Podczas gdy na balkonie kończy się temat, w pokoju obok wybucha śmiech i niezręczna cisza tuż potem.
Porozumiewawcze spojrzenia. Telefon i rozmowa z Nim.
Nie można kochać kogoś i nie chcieć z nim być, to dla mnie absurdalne, sprzeczne i nielogiczne ...
Niekiedy boję się swoich uczuć. Boję się, że będę chciała przedobrzyć. Że będę kochać za mocno. Zapomnę o obustronnej swobodzie i takie tam. Niekiedy przeraża mnie myśl, że popadnę w przeciwną skrajność.
Chciałabym móc zatrzymać czas wtedy, kiedy jesteśmy tylko My. Namiastkę tego, odrobinę Ciebie odnajduję w Twoich książkach, w zniszczonym T-shircie, który jest moją nową piżamą i strojem domowym, w muzyce poleconej i znalezionej przez Ciebie. We wszystkim.
A obok tego są niespokojne sny. Trzeba w nich uciekać, biec do Ciebie, bo Ty czekasz w bezpiecznym miejscu. Budzi mnie o poranku ten straszliwy dźwięk wydobywający się spod pociągu.
I przeświadczenie, że kogoś . . .
Nie zabijajcie się, proszę. Ani pod kołami pociągu, ani w żaden inny sposób.
30 kwietnia 2011
16 kwietnia 2011
czar neptuna tęskni, martwi się i cieszy
Odkrywam w sobie swego rodzaju masochizm. Tak. Szczególnie wtedy, kiedy jadę ostatnim autobusem. Po dziurawej drodze, tu kończą się domy, a tam zaczyna las. Kiedy tak wracam do domu i czuję, że mi Ciebie brakuje, że tęsknię, że mi smutno, bo jadę sama. To mimo tych wszystkich, w sumie przykrych i smutnych uczuć, czuję radość. Cieszę się, że mi smutno. Głupie to, czyż nie? Dla mnie jest to powód do radości, bo wiem, że mi zależy. I tyle w tej kwestii.
Jadą tak, również dociera do mnie powaga wielu rzeczy, tego, że może się nie udać; że najbliższych trapią jakieś obce ciała. A przecież nikt nie powiedział, że niemieccy chirurdzy są nieomylni. Godziny nerwów, żalu, smutku i złości. Bo jak można tak postąpić? Najwyraźniej można...
I mimo, że wszystko się udało, to niepewność jest dalej. Będzie i już pozostanie.
Wysiadam, a na przystanku czeka na mnie Przyjaciel. Jakie to miłe. Nie ma nic przyjemnego w przechodzeniu obok starego cmentarza. Oj, nie ma. Idziemy i rozmawiamy. Rozmowa tak dużo daje. A potem herbata.
Następnego dnia usiedliśmy na ławce. Przybiegł do nas kot. Mam wrażenie, że wybrał sobie nas, żeby się schronić, uciec...
Nie wiem. Przybiegł i został. Zaaklimatyzował się u mnie, oswoił z psem u Przyjaciela, a w ostateczności bada zakamarki domu mojego Mężczyzny. Nie ogarniam niechęci do zwierząt. To przykre, kiedy chcemy pomóc takiej małej bezbronnej istocie a z każdej strony jakaś przeszkoda, a każda następna coraz trudniejsza do pokonania. Co jest strasznego w małym kocie? Ba, nie takim małym. Przecież to nie jest potwór. Nikogo nie zje i nie zabije. Ech... Kolejna rzeczy, której nie ogarniam. Kolejny raz mam wrażenie, że zawiodłam kolejny raz. Kiedyś psa, teraz kota.
A obok tego wszystkiego świadomość dwudziestych urodzin. Tak, za kilka dni zniknie jedynka z przodu, na jej miejsce wkroczy dumnym krokiem dwójka. I chociaż jest przerażająca dla mnie perspektywa to odkrywam pozytywne aspekty biegu czasu.
Obserwowanie i przebywanie z różnego rodzaju nastolatkami utwierdza mnie w przekonaniu, że dobrze jest być starszym. Daleko za mną ślepy brak samokrytycyzmu. Przecież trzeba być świadomym swoich błędów, pomyłek i tego, że wcale we wszystkim nie jesteśmy najlepsi. Głupie kompleksy. Za mały tyłek, za duże oczy. Nie wiem, co jeszcze można wymyślić. Zły kształt małżowiny usznej?
Lepiej się wziąć za siebie i nie marudzić. Zaakceptować siebie.
Dawno za mną nagłe ślinotoki na widok odpindrzonego chłopaka. Ideał ideałem, a rzeczywistość rzeczywistością. Ideały są nudne. Nie ma nikogo idealnego pod każdym względem. Co to za frajda być z kimś olśniewająco pięknym, ale totalnie pogrzanym na umyśle. No bez sensu. Zupełnie bez sensu.
Obudzić się obok człowieka, z którym idzie się zanudzić na śmierć.
Ach, nastki nastki. Odpoczynki od znajomych i takie tam różne dziwne.
20 kwietnia, dzień urodzin Napoleona III, Wincentego Pola, Adolfa Hitlera, i jakiś tam jeszcze innych.
Ciekawe, czy mnie też dopiszą do Wikipedii? Mój Mężczyzna już jest. Teraz czas na mnie!
Gorąca dwudziestka, nie z radia eska, nadchodzi ! :)
Jadą tak, również dociera do mnie powaga wielu rzeczy, tego, że może się nie udać; że najbliższych trapią jakieś obce ciała. A przecież nikt nie powiedział, że niemieccy chirurdzy są nieomylni. Godziny nerwów, żalu, smutku i złości. Bo jak można tak postąpić? Najwyraźniej można...
I mimo, że wszystko się udało, to niepewność jest dalej. Będzie i już pozostanie.
Wysiadam, a na przystanku czeka na mnie Przyjaciel. Jakie to miłe. Nie ma nic przyjemnego w przechodzeniu obok starego cmentarza. Oj, nie ma. Idziemy i rozmawiamy. Rozmowa tak dużo daje. A potem herbata.
Następnego dnia usiedliśmy na ławce. Przybiegł do nas kot. Mam wrażenie, że wybrał sobie nas, żeby się schronić, uciec...
Nie wiem. Przybiegł i został. Zaaklimatyzował się u mnie, oswoił z psem u Przyjaciela, a w ostateczności bada zakamarki domu mojego Mężczyzny. Nie ogarniam niechęci do zwierząt. To przykre, kiedy chcemy pomóc takiej małej bezbronnej istocie a z każdej strony jakaś przeszkoda, a każda następna coraz trudniejsza do pokonania. Co jest strasznego w małym kocie? Ba, nie takim małym. Przecież to nie jest potwór. Nikogo nie zje i nie zabije. Ech... Kolejna rzeczy, której nie ogarniam. Kolejny raz mam wrażenie, że zawiodłam kolejny raz. Kiedyś psa, teraz kota.
A obok tego wszystkiego świadomość dwudziestych urodzin. Tak, za kilka dni zniknie jedynka z przodu, na jej miejsce wkroczy dumnym krokiem dwójka. I chociaż jest przerażająca dla mnie perspektywa to odkrywam pozytywne aspekty biegu czasu.
Obserwowanie i przebywanie z różnego rodzaju nastolatkami utwierdza mnie w przekonaniu, że dobrze jest być starszym. Daleko za mną ślepy brak samokrytycyzmu. Przecież trzeba być świadomym swoich błędów, pomyłek i tego, że wcale we wszystkim nie jesteśmy najlepsi. Głupie kompleksy. Za mały tyłek, za duże oczy. Nie wiem, co jeszcze można wymyślić. Zły kształt małżowiny usznej?
Lepiej się wziąć za siebie i nie marudzić. Zaakceptować siebie.
Dawno za mną nagłe ślinotoki na widok odpindrzonego chłopaka. Ideał ideałem, a rzeczywistość rzeczywistością. Ideały są nudne. Nie ma nikogo idealnego pod każdym względem. Co to za frajda być z kimś olśniewająco pięknym, ale totalnie pogrzanym na umyśle. No bez sensu. Zupełnie bez sensu.
Obudzić się obok człowieka, z którym idzie się zanudzić na śmierć.
Ach, nastki nastki. Odpoczynki od znajomych i takie tam różne dziwne.
20 kwietnia, dzień urodzin Napoleona III, Wincentego Pola, Adolfa Hitlera, i jakiś tam jeszcze innych.
Ciekawe, czy mnie też dopiszą do Wikipedii? Mój Mężczyzna już jest. Teraz czas na mnie!
Gorąca dwudziestka, nie z radia eska, nadchodzi ! :)
7 kwietnia 2011
czar neptuna obserwuje bieg czasu
To dziwne. Móc znowu poczuć się tak beztrosko. Dlatego zawsze mam mały zapas energii, żeby móc wsiąść w jedyny autobus jadący w tamte rejony i już po kilkunastu minutach wylądować obok Ciebie. Bla bla. Notki o miłości, o uczuciach i takie tam inne pierdoły.
Może i pierdoły, ale ostatnio zdałam sobie sprawę, jak ważne dla mnie. Tak, teraz kiedy wiem, że mam swoje małe miejsce w czyimś serduszku, mogę czuć się spokojna.
Dziś, w chwili między całym tym zamętem, przeglądałam fotoblogowe wpisy znajomych.
Nieszczęśliwa miłość, nieszczęśliwa miłość, wredna feministka, nieszczęśliwa miłość, morświny i inne stwory morskie, ej uśmiechnij się, dziewczyno! masz 20 lat a dalej smęcisz jak 13-latka.
No mniej więcej takie myśli przechodziły mi przez głowę, kiedy tak sobie przeglądałam podpisy pod zdjęciami.
Spojrzałam za siebie i zobaczyłam wszystko jak na dłoni. Różne wspomnienia. Ale akurat te dotyczące wszelkich uczuć wydawały się nieco inne. A to wszystko za sprawą przezroczystej ściany, przez którą mogę obserwować przeszłość, ale nie mogę do niej wracać.
Przypuszczam, że gdyby ktoś zaczął mi w ten mur napierdzielać młotem pneumatycznym, to by się znalazł jakiś mały defekt. Ale jakże ogromną i nieopisaną radość sprawia mi świadomość zamknięcia pewnych spraw.
W sumie to totalnie beznadziejnych.
I kiedy widzę wpisy typu "poczekam na Ciebie miliony lat" i inne, to mi się nóż w kieszeni otwiera. Ludzie ! Marnujecie swoje życie. [Wiem, łatwo mi to pisać bo jestem z Nim. A przecież bez tej drugiej osoby nic nie ma sensu... ]. Skąd ten nagły romantyzm? Teraz? W dobie komputerów. No żeście sobie ludzie czasy wybrali.
Czekajcie, kochajcie skrycie, aż do momentu w którym po kilku latach dostaniecie to, co chcieliście i stwierdzicie "ee to po to było to wszystko?". Tak. Tak właśnie bywa. Może zbyt długie czekanie obrzydza, zniechęca. Nie wiem. Ale dotarcie do celu jest najlepszym lekarstwem na nieszczęśliwe miłości.
Znów być jak małe dziecko. Zamknięte w objęciach. Za zamkniętymi oczami mające swój własny świat, świat marzeń, ideałów... Dziękuję :*
Może i pierdoły, ale ostatnio zdałam sobie sprawę, jak ważne dla mnie. Tak, teraz kiedy wiem, że mam swoje małe miejsce w czyimś serduszku, mogę czuć się spokojna.
Dziś, w chwili między całym tym zamętem, przeglądałam fotoblogowe wpisy znajomych.
Nieszczęśliwa miłość, nieszczęśliwa miłość, wredna feministka, nieszczęśliwa miłość, morświny i inne stwory morskie, ej uśmiechnij się, dziewczyno! masz 20 lat a dalej smęcisz jak 13-latka.
No mniej więcej takie myśli przechodziły mi przez głowę, kiedy tak sobie przeglądałam podpisy pod zdjęciami.
Spojrzałam za siebie i zobaczyłam wszystko jak na dłoni. Różne wspomnienia. Ale akurat te dotyczące wszelkich uczuć wydawały się nieco inne. A to wszystko za sprawą przezroczystej ściany, przez którą mogę obserwować przeszłość, ale nie mogę do niej wracać.
Przypuszczam, że gdyby ktoś zaczął mi w ten mur napierdzielać młotem pneumatycznym, to by się znalazł jakiś mały defekt. Ale jakże ogromną i nieopisaną radość sprawia mi świadomość zamknięcia pewnych spraw.
W sumie to totalnie beznadziejnych.
I kiedy widzę wpisy typu "poczekam na Ciebie miliony lat" i inne, to mi się nóż w kieszeni otwiera. Ludzie ! Marnujecie swoje życie. [Wiem, łatwo mi to pisać bo jestem z Nim. A przecież bez tej drugiej osoby nic nie ma sensu... ]. Skąd ten nagły romantyzm? Teraz? W dobie komputerów. No żeście sobie ludzie czasy wybrali.
Czekajcie, kochajcie skrycie, aż do momentu w którym po kilku latach dostaniecie to, co chcieliście i stwierdzicie "ee to po to było to wszystko?". Tak. Tak właśnie bywa. Może zbyt długie czekanie obrzydza, zniechęca. Nie wiem. Ale dotarcie do celu jest najlepszym lekarstwem na nieszczęśliwe miłości.
Znów być jak małe dziecko. Zamknięte w objęciach. Za zamkniętymi oczami mające swój własny świat, świat marzeń, ideałów... Dziękuję :*
6 kwietnia 2011
czar neptuna dystansuje, ale mu to nie wychodzi
Dobrze jest mi w roli obserwatora i małego ingeratora [nie wiem, czy takie słowo istnieje ale niech będzie].
Ostatnio kopnął mnie zaszczyt oglądania występu kabaretu Koń Polski, i to na żywo. Wszystko było wyśmienite jak na nasze qubusowe warunki, światło, krzesła, widok na scenę etc etc. I było śmiesznie, bo jak tu się nie śmiać z jednego z już klasycznych polskich kabaretów? Jednak dla mnie śmiesznie było tylko do pewnego momentu, momentu w którym zdałam sobie sprawę, że trio, które występuje na scenie wcale nie parodiuje rzeczywistości, ale przedstawia ja taką, jaka jest na prawdę. W tym momencie skecze przestały mnie bawić, a zaczęły smucić. Ba, momentami nawet przerażać.
Bo w sumie nasza polska rzeczywistość taka jest. Mamy samych Badziewiaków w polityce, którzy nie zdaliby najbardziej podstawowej z matur, a literatura kojarzy im się jednoznacznie z litrem; mamy chore reformy, które mają uzdrowić szpitale, ale "lepiej nie chorować, bo jak zachorujesz to umarł w butach". Jednak z całego występu da się wyciągnąć tę śmieszną, bawiącą do łez połówkę :)
Klasyczny Marian i Hela, tym razem próbowali zaznać możliwości jakie daje Internet i zupełnie nieświadomie umówili się ze sobą na czacie/GG; poza tym był nasz rodak czerwonowłosy, ze swoim muzycznym szlagierem na ustach, co akurat rozbawiło mnie do łez, gdyż przypomniało mi się osobiste spotkanie, w tym samym miejscu, właśnie z Panem Wiśniewskim.No i nie mogę nie wspomnieć o panu, który mówił że "trzeba kochać piesków" :)
I skoro już to mnie przeraża to czas najwyższy, żeby stwierdzić że ludzie są przerażający. Szczególnie ci obcy.
Ci, którzy są starzy i młodzi, brudni i czyści, pachnący drogimi perfumami i ci, którzy mydła nie widzieli od kilku dni. Wszyscy, wszyscy. Tak stojąc z koszyczkiem pełnym breloczków miałam nieodparte wrażenie, że wszyscy jesteśmy jedną wielką grą The Sims. Skąd wiemy, jak mamy się zachować, co robić.
Nie wiem, obserwowanie ludzi, mówienie do nich i czekanie na reakcję jest niezwykłe. Ciekawi mnie, co myślą w swoich głowach, czy mnie wyklinają, czy są zainteresowani, co sprawia że odpowiadają tak, a nie inaczej.
Zdecydowanie minęłam się ze studiami.
Jakże dziwne jest to, że oskarżając kogoś, załóżmy o dziecinne zachowanie, sami w bardzo krótkim czasie zachowujemy się wobec tej osoby jak niemyślący szczeniak. Nie da się przechytrzyć wszystkich. Nie można zdobywać zaufania kłamstwem. Bo to bardzo słaby materiał konstrukcyjny. Zastanówcie się wszyscy po kolei, co robicie ze sobą i swoim życiem. Proszę.
Poznałam najpiękniejszy soundtrack mojego życia ...
Ostatnio kopnął mnie zaszczyt oglądania występu kabaretu Koń Polski, i to na żywo. Wszystko było wyśmienite jak na nasze qubusowe warunki, światło, krzesła, widok na scenę etc etc. I było śmiesznie, bo jak tu się nie śmiać z jednego z już klasycznych polskich kabaretów? Jednak dla mnie śmiesznie było tylko do pewnego momentu, momentu w którym zdałam sobie sprawę, że trio, które występuje na scenie wcale nie parodiuje rzeczywistości, ale przedstawia ja taką, jaka jest na prawdę. W tym momencie skecze przestały mnie bawić, a zaczęły smucić. Ba, momentami nawet przerażać.
Bo w sumie nasza polska rzeczywistość taka jest. Mamy samych Badziewiaków w polityce, którzy nie zdaliby najbardziej podstawowej z matur, a literatura kojarzy im się jednoznacznie z litrem; mamy chore reformy, które mają uzdrowić szpitale, ale "lepiej nie chorować, bo jak zachorujesz to umarł w butach". Jednak z całego występu da się wyciągnąć tę śmieszną, bawiącą do łez połówkę :)
Klasyczny Marian i Hela, tym razem próbowali zaznać możliwości jakie daje Internet i zupełnie nieświadomie umówili się ze sobą na czacie/GG; poza tym był nasz rodak czerwonowłosy, ze swoim muzycznym szlagierem na ustach, co akurat rozbawiło mnie do łez, gdyż przypomniało mi się osobiste spotkanie, w tym samym miejscu, właśnie z Panem Wiśniewskim.No i nie mogę nie wspomnieć o panu, który mówił że "trzeba kochać piesków" :)
I skoro już to mnie przeraża to czas najwyższy, żeby stwierdzić że ludzie są przerażający. Szczególnie ci obcy.
Ci, którzy są starzy i młodzi, brudni i czyści, pachnący drogimi perfumami i ci, którzy mydła nie widzieli od kilku dni. Wszyscy, wszyscy. Tak stojąc z koszyczkiem pełnym breloczków miałam nieodparte wrażenie, że wszyscy jesteśmy jedną wielką grą The Sims. Skąd wiemy, jak mamy się zachować, co robić.
Nie wiem, obserwowanie ludzi, mówienie do nich i czekanie na reakcję jest niezwykłe. Ciekawi mnie, co myślą w swoich głowach, czy mnie wyklinają, czy są zainteresowani, co sprawia że odpowiadają tak, a nie inaczej.
Zdecydowanie minęłam się ze studiami.
Jakże dziwne jest to, że oskarżając kogoś, załóżmy o dziecinne zachowanie, sami w bardzo krótkim czasie zachowujemy się wobec tej osoby jak niemyślący szczeniak. Nie da się przechytrzyć wszystkich. Nie można zdobywać zaufania kłamstwem. Bo to bardzo słaby materiał konstrukcyjny. Zastanówcie się wszyscy po kolei, co robicie ze sobą i swoim życiem. Proszę.
Poznałam najpiękniejszy soundtrack mojego życia ...
Subskrybuj:
Posty (Atom)