30 kwietnia 2011

czar neptuna i niepokój duszy

Stojąc na balkonie, rozmawiając o przerwach i rozstaniach, stwierdzając, że to już koniec, obserwowałam parę gołębi na dachu sąsiedniego budynku. Pan samiec, zapewne z powodu nadejścia wiosny, był w nastroju do flirtowania, natomiast gołębicę musiał ostudzić popołudniowy deszcz. Dla podkreślenia i zilustrowania Twoich słów, gołębica odleciała, a gołąb został sam na dachu. Ach, ta natura.
Podczas gdy na balkonie kończy się temat, w pokoju obok wybucha śmiech i niezręczna cisza tuż potem.
Porozumiewawcze spojrzenia. Telefon i rozmowa z Nim.

Nie można kochać kogoś i nie chcieć z nim być, to dla mnie absurdalne, sprzeczne i nielogiczne ...

Niekiedy boję się swoich uczuć. Boję się, że będę chciała przedobrzyć. Że będę kochać za mocno. Zapomnę o obustronnej swobodzie i takie tam. Niekiedy przeraża mnie myśl, że popadnę w przeciwną skrajność.
Chciałabym móc zatrzymać czas wtedy, kiedy jesteśmy tylko My. Namiastkę tego, odrobinę Ciebie odnajduję w Twoich książkach, w zniszczonym T-shircie, który jest moją nową piżamą i strojem domowym, w muzyce poleconej i znalezionej przez Ciebie. We wszystkim.
 A obok tego są niespokojne sny. Trzeba w nich uciekać, biec do Ciebie, bo Ty czekasz w bezpiecznym miejscu. Budzi mnie o poranku ten straszliwy dźwięk wydobywający się spod pociągu.
I przeświadczenie, że kogoś . . .

Nie zabijajcie się, proszę. Ani pod kołami pociągu, ani w żaden inny sposób.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz