Nowe miasto przestaje być nowym. Są ulice, którymi chodzę codziennie, skróty, które odkrywam.
Poznaję sąsiadów, zaprzyjaźniam się z tramwajami.
Niestety wszędzie spotykam znane mi twarze, twarze z przeszłości.
Robi się tu ciasno. Wszystko się wlecze za mną, od osób po wspomnienia.
To miasto jest dla mnie za małe.
I wanna more more and more.
Odczuwam drastyczny przeskok. Krok do przodu i zatrzaśnięcie drzwi. Pozbawione są klamki, a klucz wrzuciłam do pierwszej lepszej studzienki.
To chyba jest ten moment, w którym podejmujemy podświadomie jakąś decyzję, a w konsekwencji zmieniamy się. Bardziej lub mniej świadomie.
Wiem, że wymagam, być może za dużo. Ale już tak mam. Przepraszam, jestem po prostu sobą i to mój największy problem....
I chociaż widzę starania to dalej jestem surowa i nie wiem, czy to coś da.
Może zbytnio przejmuję się problemami, może powinnam wrzucić na luz?
Ale jak, kiedy chodzi o kwestię przeżycia?
Po raz kolejny myśli jest więcej niż to jest przewidywane. I jeszcze, jeszcze więcej.
Bo są tu cztery umysły, a nie jeden. I nie jest tak, że każdy ma osobne swoje własne intymne miejsce.
Trzeba wyjść, ochłonąć, albo zostać w domu w wieczór taki jak ten, żeby odpocząć.
Złapać oddech i kota, który chce wyskoczyć przez okno.
Co ma wspólnego kot i motocyklista? Ogromne ryzyko, że zginął potrąceni przez samochód. I to akurat w tym najmniej odpowiednim momencie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz