2 października 2011

Panna Chan i ludzie

Kalendarz dalej wskazuje wrzesień, mimo że drzewa za oknem są coraz skąpiej ubrane. Pory roku zamieniły się rolami i teraz to jesień jest tym okresem, w którym można wygrzać kości.
Zaczęły się studia, zaczęły się walki z zatokami.
Pierwsze zajęcia, pierwsze przeziębienia.
Minął miesiąc odkąd tu jestem. To takie dziwne uczucie. Patrzę na te wszystkie moje rzeczy i myślę "tego jest tyle, jak ja się spakuje i zawiozę to tak daleko?".
A przecież nigdzie się nie wybieram. Cały czas czuję, że jestem tu tylko na chwilę.
To miasto jest dla mnie obojętne, tak jak ja dla niego.
Obojętne i za małe. Nasuwa się pytanie, czego tak na prawdę chcę? Herbaty !


I takie dziwne jest to, że miast jest tak dużo. A w każdym mieszkają ludzie. Dużo ludzi.
Nikt nie jest w stanie poznać ich wszystkich. Nawet nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie ich wszystkich.
I oni też żyją i pracują, a niekiedy jedna cieniutka linia na mapie sprawie, że mówią zupełnie innym językiem.

Tylko z niewielkim odsetkiem społeczeństwa spotykamy się a autobusach, tramwajach, pociągach, na skrzyżowaniach dróg. Ponoć każdą twarz spotyka się zawsze drugi raz.
Chciałabym wiedzieć kto pociąga z sznurki w tym świecie. Co sprawia, że poznajemy tych a nie innych ludzi?
Ciężko mi uwierzyć w przypadek.
Tyle zaczętych historii.

Chciałabym żyć w innym świecie, ale nie bez Ciebie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz