5 sierpnia 2011

Panna Chan i (nie)przymusowy odpoczynek

Siadam na balkonie, w cieniu, ale tak, żeby móc wygrzewać stopy na parapecie. Jaka tu cisza, jaki spokój. Gdzieś z daleka słychać delikatny szum samochodów, ale i tak owady go co chwilę zagłuszają,
Żuczek ląduje na plecach, pomagam mu stanąć na nogach.

Spokój, odpoczynek, lato. Nie, te słowa w tym roku są mi niestety obce. Mam jeden dzień na regenerację. Organizmie nie słabnij ! Jak widać, trzeba jeść, żeby funkcjonować.

Chciałabym przewinąć czas. Przeskoczyć sierpień. Albo chociaż móc pójść na beztroską łąkę, odciąć się od problemów i trzymać się za ręce.

Nie jestem dla Ciebie przewidywalna. Ty wiesz wszystko. Wszystko! Jak nikt inny .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz