14 sierpnia 2011

Panna Chan i noc spadających gwiazd

W noc spadających gwiazd żadna dla mnie nie przecięła nieba. A może była taka, ale zawiodłam, nie siedziałam wpatrzona w niebo i ją przeoczyłam. Trudno powiedzieć.
Tamtego wieczora długość ulicy była jedną z najdłuższych. Zgaszone latarnie. Obce twarze i dzikie psy. Chodnik wypełniony kałużami, oczy przechodniów grozą. Nie lubię już tej pustki w domu.

Powoli ogarnia mnie strach. Czy dogadamy się wszyscy między sobą? Czy wystarczy nam monet w portfelu? Jakich ludzi spotkam? Każde nowe doświadczenie napawa mnie zarówno strachem jak i ekscytacją. To nic oryginalnego.

Papugi w klatkach mają zdecydowanie za mało miejsca. Skubią ze smutku pióra i krzyczą na ludzi, którzy cieszą się z ich niewoli. W sumie nie lubię takich miejsc. Po co mam oglądać ptaki, czy też inne zwierzęta, kiedy wiem, że są nieszczęśliwe?

Coraz bliżej trudnej rozmowy. Tego też się boję.

Najlepsze pomysły rodzą się, gdy nie można ich zapisać. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz