8 sierpnia 2011

Panna Chan i deszcz ze wschodu

Tak mi tu dobrze się tu zrobiło. Kiedy siedzisz obok. W naszych dłoniach aluminiowe puszki, przede mną okno i widok na wschód. Ciemne chmury stamtąd nadciągają. A to dziwne, bo zazwyczaj przychodzą z przeciwnej strony.  Tam. Tam na wschodzie. Przy ulicy nazwanej imieniem jednego z walczących o niepodległość, na 1. piętrze (tak jak tu), w starej kamienic, z okien naszego pokoju nie będzie takich widoków. Jedynie szare podwórko, zamurowane okna sąsiedniej oficyny i szczekający pies sąsiadki.

Pytasz się mnie, jak mi się podobał tekst. Nie znam się na poezji. Wiem tylko, że nie chcę, żebyś wychodził.
Ale musisz iść. Ja powinnam kłaść się spać. Minęły godziny. Oznajmiłam plany, a raczej to, co nadejdzie i do czego ja sama muszę się dostosować, a niekiedy Ty też.

Nasza nowa Przyjaciółko, zdecydowanie za szybko wyjeżdżasz! Zostań, przecież nic Cię nie wola, a tu tak wiele trzyma ! Patrz, te czarne chmury chcą Cię przestraszyć. Wiedzą, że boisz się burzy. Są z nami w zmowie, byś została tu jak najdłużej. 

Wyszedłeś. Poszedłeś. Wiem dokładnie którędy. Zamiast rozżarzyć się, to zgasła latarnia za moim oknem. Mój czas tutaj się kończy. Muszę walczyć o zapracowane pieniądze. Zbierać argumenty na koniec sierpnia. Szukać sukienki na wesele. Ułożyć plan podróży do stolicy. A w poza tym żyć.

Nie wiem, co zrobić z kotem. Weteranem. Przyjacielem. Staruszkiem. Biedaczyna nie może jeść i błądzi po mieszkaniu. A to, dokąd dochodzi nie zgadza się z zamierzonym celem.
Przyjacielu Futrzasty, powiedz jak Ci pomóc.

Nawet nie wiesz, ile siły dają mi Twoje wiersze i nasze wspólne śniadania. Wiem, że dzięki temu przetrwam i TAM się nie poddam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz