23 sierpnia 2011

Panna Chan i podróż tam

DD - czyli z domu na dworzec

Praktycznie każdy poranek przed wyjazdem wygląda tak samo. Na ostatnią chwilę dorzucam do plecaka rzeczy, zapominam czegoś wziąć, nie mam gdzie upchnąć kluczy od domu, wszystko mnie drażni, ogólnie jeden wielki chaos. Dodatkowo gitara na plecy, idziemy na kawę. Dwanaście klatek dalej czeka nas starcie z Godzillą. Ok. Lepiej spasować, siąść na ławce.
Pod dworcem ktoś nas zaczepia. Jest 10 rano. Żul się wygrzewa na ławce. Tak, częstujemy fajką, jesteśmy pozytywnie nastawieni do ludzi.

Peron. Zbierają mi się łzy. Wsiąść, wsiąść, nie płakać! Malowałaś się ! 
Szynobus. Wymiana smsów. Moje wnętrze powoli sie uspokaja. Będzie dobrze.

LW - czyli z Legnicy do Wrocławia

Byle nie zwariować. Słuchając muzyki, jadąc przed siebie czuję, jak się uwalniam. Im dalej tym czuję się lżejsza. A przecież to zaledwie kilkadziesiąt kilometrów. Zakochani przede mną czule się obejmują. A ja za Tobą już tęsknię... Wjeżdżamy na dworzec. Już wiem, jak się stąd wydostać. Na tablicy nie ma jeszcze nic o moim pociągu. Jestem tu sama. Tłumy przechodzą obok. Nikt nie zwraca na mnie uwagi. Bo i po co? Jestem kolejnym zwykłym podróżnym, w sportowych butach, obdartych szortach, z wypchanym plecakiem.
Na 15 minut przed odjazdem pojawia się na tablicy numer peronu. Nie ogarniam tego, że wszyscy w tym momencie rzucają się do biegu. Przecież nie będę gorsza! Wyprzedzam wielkie bagaże, dziękując samej sobie, że nie spakowałam połowy szafy ze sobą.
Jest, pociąg wjeżdża. Wsiadam, znajduję wolny przedział. Zajmuję ulubione przeze mnie miejsce - siadam przy oknie. Wyciągam, wodę, książkę, telefon. Wszystko jest na swoim miejscu. Dosiadają się ludzie, większość upewnia się, że trafiła do odpowiedniego pociągu. Do kompletu brakuje jednej osoby. Okazuje się, że okno jest nieotwieralne. Pomrzemy w tym upale! 
Mając w głowie obrazy z "Wielkiego bazaru kolejowego" obserwuję ludzi.

TLK - czyli tragiczne linie kolejowe

Naprzeciwko tęższa kobieta. Chyba dość młoda. Łypie na mnie co chwilę swoimi malutkimi oczkami. Myślałam że za chwilę coś mi zrobi. Przez całą podróż miałam takie wrażenie. A szczególnie wtedy, gdy wyciągałam coś do jedzenia... No cóż, jeśli od początku ma się pewien umiar to można wcinać batoniki i ciasteczka i nie martwić się, że zaraz potrzeba będzie kupować podwójny bilet.

Po lekkim skosie kolejna dziwna istota. Tym razem płeć męska. Żółty jak kanarek. W dłoniach ma gazetę. "Niezbędnik inteligenta". Tylko jak się odezwie to ten inteligent jakiś taki skromny jest i ustępuje miejsca burakowi....

Po przekątnej wylansowane coś płci męskiej. Nic szczególnego. To moja wina, że mam takie głupie pomysły jak widzę kiedy ludzie tak dziwnie śpią . Atrybut to tylko pogrzebowe wydanie Angory.

Po mojej stronie, pierwsza od drzwi farbowana brunetka. Jasne ubranka, obcasy, tipsy, złoto, srebro, platyna, rad i polon. Obiekt toksyczny. W dłoniach J.L.Wiśniewski. To ja wrócę do mojego reportażu z Rwandy.


Obok gadżet. Tablet, ajfon, zegarek. Nie ogarniam. Chociaż film bym obejrzała, gdyby nie to że obok siedzi blondynka w średnim wieku. Siedzi i patrzy przed siebie.

Też tak masz, że jak wpatrujesz się w szynę jadąc pociągiem to masz wrażenie, że biegnie ona równolegle z Tobą? Że też jest w ruchu względem drzew, ale ma tę samą prędkość co pociąg?


Mijamy stacje, raz czytam, raz przysypiam, raz patrzę na tych wszystkich ludzi. Wymieniam myśli z Tobą. Roztrząsam jakieś problemy. Wszystko po cichu, nikt o niczym nie wiem.
W Częstochowie stajemy. 70 minut opóźnienia. No to pięknie. Dzwoni telefon. Do oczu napływają łzy. Niech ten pociąg rusza, chcę być jak najdalej!  Gdzieś w którymś momencie ktoś mnie zagaduje.
Przez chwilę nie ogarniam o co chodzi. No ale ok. Zamienić się muzyką? Spoko... W sumie to też chętnie posłucham czegoś innego.
Daję Gadżetowi wysłużoną nokię, która robi za mobilny odtwarzacz muzyki. Podłączam słuchawki do ajfona. Patrzę i mało nie wybucham śmiechem. Ok połowy zasobów muzycznych jest taka sama. Głupio byłoby wybuchnąć głośnym śmiechem. Gdy Tęga wraca do przedziału swoim przenikliwym wzrokiem bada zamianę telefonami. Już mi się humor zaczął poprawiać.
Do tego kolejny fakt, wynikający w sumie z tego, że mężczyźni są przewidywalni. Tak, przeszło mi przez myśl, że Gadżet będzie próbował puścić sobie cynka, żeby mieć mój numer, sęk w tym że karta w telefonie ma zablokowane połączenia wychodzące. Nie śmiej się dziewczyno! Nie śmiej! Nie hejtuj całego świata !!


Wysiadam na dworcu zachodnim. Przepisuję numer. Podziękuję. Bo mogłam posłuchać tego, co zapomniałam zgrać. Dobra, nie muszę pisać. Ludzie mają dziwną tendencję do zjawiania się tuż obok.

Już jestem. Po wyjściu z labiryntu dworcowego wsiadamy do auta. Jedziemy, jedziemy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz