9 listopada 2011

Panna Chan i leniwy Jared

Chciałam się tu podzielić w pełni subiektywnymi wrażeniami po koncercie. Koncercie, który rzekomo miał wyglądać zupełnie inaczej.

08.11.2011 - koncert 30 Second To Mars. Bilety zostały wyprzedane w ciągu kilkunastu godzin. Nam się udało zdobyć i z niecierpliwością czekaliśmy na ten dzień. W między czasie obejrzeliśmy mnóstwo relacji z koncertów, gdzie to Jared Leto promieniuje energią, jego charyzma jest ponad przeciętna, daje ludziom z siebie tak wiele, że aż od samego oglądania chce się żyć, a co dopiero będąc na takim koncercie.
Ogólnie radość i nastawienie na mega zakwasy i brak głosu przez co najmniej kilka dni po koncercie.
Niestety nasz ukochany Jared postanowił zrobić Polakom prezent w postaci drugiego show dzień wcześniej.

I tu według mnie zostaliśmy jakoś pokrzywdzeni. My, czyli ludzie, którzy kupili bilety na 8 listopada. Obawiałam się, że grając dzień po dniu może nie być w formie . Niestety te obawy się spełniły.
Nie ma się co oszukiwać. Jaredo Leto potraktował nas jak jakieś bydło. Weszli, poskakali, wyszli.
Setlista i w ogóle program koncertu przewidywały wykańczający, zarówno dla zespołu jak i publiki, początek i mega chaotyczną resztę koncertu.

Tak bardzo nagłaśniane LightShow, Theme Night7 itp itd też było jakimś niewypałem. Zaskakujący zazwyczaj wokalista przyszedł ubrany tradycyjne, a odblaskowe taśmy na rękach i nogach się nie odblaskiwały. Tylko ludzie, zapewne najwięksi fani, zrobili z siebie idiotów i paradowali w strojach różowych królików.

Tak, mam prawo wypunktować Jareda. Zbyt długo czekałam na ten koncert i w sumie zbyt wiele kosztował bilet jak na taki "popis".

Brakowało mi kilku starszych hitów, bo większość piosenek zagranych na koncercie brzmiała tak samo i kończyła się na "łooooo".
Wokalista ani jednego kawałka nie zaśpiewał od początku do końca. Ba, robił wymowne przerwy, które miały dać do zrozumienia publice, że to ona ma śpiewać, a kiedy ta brała czynny udział w koncercie to sypały się przekleństwa i złośliwe komentarze. A to nie ta kolejność zwrotek, a to zły akcent Polaków, a to mamy robić to a nie to. MASAKRA!
Do tego nieogarnięty chaos przy, powiedzmy, części akustycznej i teksty powtarzane z poprzedniego dnia.
Aj, zawiodłam się Jared, zawiodłam. Albo wymagałam zbyt wiele. Chociaż jak dla mnie poziom koncertu była zadowalający jedynie "szesnastki", które przyszły z rodzicami. Wszyscy wiemy, jakie są ich wymagania.
A co najbardziej mnie wkurzyło? Pominięcie pozostałych członków zespołu.
Nikt nie został pominięty, a osobiście zakochałam się w ich grze na żywo od pierwszych dźwięków, które usłyszałam.
Nawet nie można było ich podziwiać, czy chociaż widzieć, bo na telebimach pierwszeństwo miały wyniosłe hasła i ujęcia Jareda. Gdyby nie trochę świateł na scenie, gdy wszedł Jared to Tomo byłby niewidzialny.
Zbliżając się do końca - jakbym chciała oglądać teledyski to mam ku temu możliwość w domu i nie muszę płacić niemałych pieniędzy żeby zobaczyć jeden ze słabszych teledysków na telebimie.
Zero bisu. Koniec. Gasimy światła. Dźwiękowcy zwijają sprzęt i nawet nie ma możliwości, żeby "wymusić" bis.

Zawiodłam się Jaredo, bo co z tego że wyszukując ludzi do wzięcia na scenę wskazałeś na mnie palcem i powiedziałeś "and you i black t-shirt with light sticks" skoro nie mogłam dopchać się do barierek.

Żal.

Chyba kogoś przerosło jego własne ego. A koncerty to codzienna praca. Szkoda, bo reszta muzyków rzeczywiście się postarała.

Ponadto organizacja i hala dały dupy. Zero klimatyzacji, ruchu powietrza czegokolwiek.

Teraz zastanawiam się, czy jest sens  jeździć na koncerty wyczekiwanych gwiazd, skoro można się tak zawieść ....

1 komentarz:

  1. Nie zawsze dostajemy to czego oczekujemy. Mimo to warto jeździć na niektóre koncerty - ten klimat (zwłaszcza jak uwali się koło Ciebie pijana młodzież) te wrażenia (jak koło głowy śmignie Ci glan z właścicielem) ten komfort (jak próbujesz oddychać, będąc wciskanym przez ogół w barierki).
    Ważny jest też artysta. Jeśli jest menda to i całe show będzie denne.
    Poznasz artystę swego po koncertach jego.
    Amen

    OdpowiedzUsuń