15 czerwca 2011

Panna Chan i sesja letnia?

Południe. Pomysł na zdjęcie rodzi się w głowie. Potencjalna Wykonawczyni mi ucieka.
Kobiety plotkują. Jedna ma dobrze bo ma córkę, u drugiej "to już nie to samo, bo ma dwóch synów". A co mogę powiedzieć ja, dziewczyna w sukience na murku z książką o pociągach? W sumie to nic. Bo słowa nie opiszą tych uczuć. Podstarzałe kobiety mają dzieci, dorosłe już pewnie, odchowane. Nie wiedzieć dlaczego narzekają. Po co narzekać, gdy ma się coś pozytywnego?

Ja nie mam Mamy i nie marudzę na przystankach, jaka to ja nie jestem pokrzywdzona...


Praca, gdzie głównym elementem jest kontakt z klientem jest ciekawa, jednak nie wtedy, gdy ma się ochotę rozstrzelić ludzi w drobny mak. Szczególnie za ich bezmyślność. Przerażą mnie tylko fakt, że niektórzy wydają mi się być chorzy. Za dużo było chorób i śmierci wokół.  Patrzę na wychudłe ręce, poszarzałe policzki, smutne oczy i mam wrażenie, że w ich wnętrzach żyją pasożyty; obce ciała zjadają ich ciało, żywią się energią i życiem tych biednych ludzi.

Oby nas nigdy nie spotkało to zło. Już lepiej zginać pod kołami pociągu.


Mam 20 lat. Mam Jej figurę z tamtych czasów. Urodę i uśmiech chyba też.
Tyle nowości w tym czasie. Oby wszystkie te zmiany były dla nas korzystne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz